fot. Adrian DróżdżKorona rzuca rękawicę Pogoni Szczecin - zapowiedź
Po rewelacyjnym sierpniu, który rozbudził apetyty kieleckich kibiców, Korona staje przed jednym z najtrudniejszych testów w lidze. Na jej drodze staje Pogoń Szczecin – czołowa drużyna Ekstraklasy, która również ma swoje ambicje i słabości. Jak podtrzymać zwycięską passę, wykorzystać atuty odmienionych zawodników i pokonać "Portowców" na własnym stadionie? Zapraszamy do analizy przedmeczowej, która jest jednocześnie wezwaniem do gorącego dopingu.
Po rewelacyjnym sierpniu w naszym wykonaniu.. w ostatnich podrygach słonecznego lata.. zostawiając za sobą udane występy.. przychodzi czas na ekipy z dalekiej północy Polski! Trzeciej przedstawiciele znad morza, mocna Jagiellonia, a w międzyczasie wizyta w Rzeszowie w ramach Pucharu Polski. Na dobry początek tej długiej wędrówki przyjdzie nam jednak zmierzyć się ze.. słabościami, zarówno Korony, jak i naszego Jay-Z. O co w tym wszystkim chodzi i jak pokonać te trudności? Zastanówmy się i przyjrzyjmy się Pogoni Szczecin.
Portowcy od wielu lat są w ścisłej czołówce ligi, jednak wciąż czegoś im brakuje, by udokumentować to zdobyciem mistrzowskiego tytułu czy też Pucharu Polski. Sięganie po brązowe krążki to dobra sprawa, bo jest się lepszym od piętnastu innych drużyn, tyle że.. gdy wchodzi się w szczegóły poszczególnych sezonów, to okazuje się, że można było pokusić się o więcej. Czy można było pokusić się o coś więcej, gdy w składzie się miało super-snajpera, który strzela blisko trzydzieści goli i był najlepszym napastnikiem ligi od czasów Nemanji Nikolocia? Być może. Czy gdyby nie zawalona jedna runda na wyjazdach - byłoby lepiej? Prawdopodobnie tak. Słabość w kluczowych momentach, jak dwukrotne porażki w finale krajowego pucharu, decydujący mecz o trzecie miejsce z Jagiellonią i te bolesne dwa słowa... "zero tituli". "Dość! Nie wymieniaj już!" - będą głosy z zachodniopomorskiego. Pogoń trenera Kolendowicza jest silna. Grosicki i spółka, byli piłkarze z Premier League, generalnie piłkarze z mocnym CV potrafili już w tym sezonie, w newralgicznym momencie pokonać trudności i wyjść obronną ręką. Są bardzo mocni, a dodatkowo presja i ciekawy charakter nowego właściciela, pana Haditaghiego sprawia, że Pogoń w tym sezonie na pewno nudzić się nie będzie. To groźny przeciwnik, o czym przekonał się boleśnie choćby Widzew i Raków.
Korona ma za sobą miodowy sierpień. Jedenaście punktów na piętnaście możliwych, szybki skok w górne rejony tabeli oraz to, jak rośnie ten zespół w oczach sprawia, że w Kielcach możemy się cieszyć z drużyny. Po całej przebudowie, która miała miejsce, po wszystkich ubytkach w kadrze, stajemy przed rozpoczęciem jesieni w dobrych nastrojach. A jednak jest jakieś poczucie niedosytu, ponieważ z niektórych meczów można było wycisnąć coś więcej. Najwidoczniej na samym początku musieliśmy, trochę jak nieopierzony beniaminek, zapłacić „frycowe” za błędy popenione w meczach z mazowieckimi przedstawicielami. Reakcja zespołu na te dwa niepowodzenia przyszła w odpowiedniej chwili, w dobrym momencie i przede wszystkim – bardzo przekonująco, o czym boleśnie przekonał się trzeci przedstawiciel z Mazowsza. A patrząc całościowo, to raczej nikt nie ma przeświadczenia, że te trzy zwycięstwa w sierpniu były dziełem przypadku, losowości, szczęścia, czy też wepchnięcia tej piłki na tak zwany „chaos”. My na te chwile pełne chwały zapracowaliśmy na boisku.
Mecz w Niecieczy, który zamykał wakacyjne granie w ekstraklasie potwierdził tylko to, co widzimy od sierpniowej potyczki z Zagłębiem. Jedność drużynowa, doskok pressingowy, kiedy trzeba – to i gonienie za wynikiem, uśpienie czujności rywala, by po paru/parunastu minutach – rzucić mu się do gardła, zmęczyć go, wyszarpać dla siebie co nieco, wziąć to, co swoje, nadpisać swoją wolę zwycięstwa nad ich wolę. A mimo to miało się niedosyt, bo na Bruk-Becie powinniśmy strzelić o tą bramkę/dwie więcej niż końcowy wynik. Jak widać nadal jest sporo do poprawki, lecz wcale nie narzekamy, bo… najzwyczajniej w świecie nie ma na co narzekać. Bo gdy zanurzymy się głębiej, to można dojść do ciekawych spostrzeżeń.
Bo oto okazuje się, że piłkarze, na których w zeszłym sezonie kręciliśmy nosami – stali się znaczącymi graczami Korony i teraz trudno jest coś zmieniać, skoro dobrze to wszystko funckjonuje. Matuszewski, Błanik i Długosz – bo tu o nich mowa – są piłkarzami pełną gębą. Pierwszy z nich – jest pewny siebie jak nigdy, dokłada asysty i bramki, dobrze współpracuje z tym drugim. Dawid Błanik – to też jest ciekawa historia. Z zawodnika, który w marcu był już trzema kończynami poza klubem – nagle jest najlepszym strzelcem Korony, zachwyca zawziętością i tą metamorfozą, która zaszła na przestrzeni tych paru miesięcy. Z Wiktorem jest tak samo. Ma gazicho w nogach, w niektórych momentach to aż widać, że przyspieszeniem i szybkością jest w stanie zmasakrować obrońców i tym samym potwierdza tą wysoką formę z końca poprzedniego sezonu.
Ta trójka graczy wymieniona wyżej rzuca się bardzo w oczy, ponieważ widać ich rozwój. W naszych szeregach są też i tacy piłkarze, którzy może nie zwracają na siebie uwagi pięknymi golami czy przemyślanymi asystami, lecz niewdzięczną i mrówczą pracą w środku robota sprawiają, że w ten sposób wygrywa się mecze. Polska ekstraklasa zmienia się z sezonu na sezon, lecz prawidło mówiące o tym, że w polskiej lidze wygrywa się mecze środkiem pola – jest niezmienne. Tamar Svetlin – co to jest za gość, moi mili Państwo! Jakiż on ma przegląd pola, przewidywanie wydarzeń boiskowych, jakąż zawziętość – żywe sreberko! Kiedy masz takiego grajcara, to i samemu chcesz mu dorównać, pokazać swoje możliwości. Remacle i Nono pokazują swoje umiejętności wespół z Tamarem. I to właśnie o to chodzi! A, no i trzeba wspomnieć o Smolarczyku, bo też był schowany do chłodziarko-zamrażarki. To niecieczańskie gorąco z tamtego meczu dobrze na niego wpłynęło, co widzieliśmy chociażby po jego autorskim golu. Niby obrońca, a zachował się jak napadzior! ;)
Antonin też ma dobre wejście w zespół, bo jego dwie bramki były kluczowe i dały nam cztery punkty. Prosimy Pana, Panie Antoninie o więcej takich akcji jak z Zagłębiem czy Motorem, a mniej takich baboli jak z Niecieczy. Spokojnie, każdemu się przydarza. Czekamy też na lepszą dyspozycję Nikolova, jesteśmy ciekawi formy Rubezicia, Popova, patrzymy na Niskiego z wielkimi nadziejami, liczymy na pewne i odważne interwencje Xaviera, szczelność obrony i niezawodność środkowych obrońców. Bo jak sami widzicie – potencjał jest więcej niż solidny, nadal czekamy na wejścia tych, których jeszcze nie widzieliśmy. Okazuje się też, że jest ta głębia składu, o którą prosiliśmy i której tak bardzo nam brakowało w ostatnich meczach poprzedniego sezonu.
I teraz ktoś zapyta – całkiem słusznie zresztą… „Drogi Panie, skoro jest tak dobrze, to skąd te negatywne słowa w trzecim zdaniu? Jaka słabość?”. I tutaj przechodzimy do kwestii fundamentalnej, cytując pana Pudzianowskiego. Jesteśmy na fali, dobre wyniki nakręcają nas wszystkich – i to fakt, cieszy ogromnie, bo to zawsze lepiej rozmawiać o możliwościach, o zawodnikach, meczach niż o innych sprawach.. wiecie, że znowu kasa się skończy, że tu płacz i zgrzytanie zębów… ale wracając do teamtu…
Chodzi o to, żebyśmy teraz podtrzymali tą wyborną formę w kolejnych meczach i wyzwaniach. To, co było, zostawiamy za sobą. Mamy solidną bazę i fundamenty, by wznosić kolejne cegiełki do tej konstrukcji. Z czasem przyjdą pewnie trudności, bo życie nie jest łatwe i bezproblemowe. Chodzi o to, by – gdy przyjdzie trudność, problem – znaleźć rozwiązanie, inną metodę a i czasem.. podjąć rękawicę, by zmierzyć się z zagwozdką. I chodzi też o to, by cały czas wspierać, dopingować, podtrzymywać na duchu słuszność drogi, jaka została obrana.
I ta droga Korony jest słuszna, co widzimy po punktach i tabeli. Teraz w nas WSZYSTKICH jest to zadanie, ten cel, by kontynuować ten szlak. Wejścia na górę są wyczerpujące i ciężkie, by potem cieszyć się pięknem widoków – to jedno. Czym innym jest to piękno podziwiać, by nie być zdmuchniętym, zdeptanym i rzuconym w przepaść – i teraz musimy się temu przeciwstawić. Wspólnie i razem, jak to mamy na naszym stadionie w zwyczaju, wypełnionym po brzegi. To nasza zasługa, nas, kibiców, wzajemnie się nakręcających, patrząc każdej godziny, jak ten licznik rośnie jak na drożdżach! Nasze gardła, nasze serca, nasze barwy – niech będą siłą.. silnej Korony!
Czas na kolejne wyzwania, a do takich należy Pogoń. Dlaczego? Pogoń jest mocna i silna, nie bez przyczyny jest zaliczana do czołówki ligi. Skala trudności? Wysoka. Proszę sobie wyobrazić, że dużo częściej.. wygrywamy z Legią i Lechem (z każdym z nich po 6 razy) niż właśnie z piłkarzami z Miasta Gryfa (4 razy). Sam trener Zieliński ostatni raz wygrał ze swoim zespołem z Pogonią… 10 lat temu! Udało się mu przełamać niemoc w starciach z Niecieczą, wierzymy, że i tutaj też się uda! Nasza wiara też jest w Jaculę i sztab!!!
Co trzeba zrobić, by jutro liczyć na taki rezultat? Być tą Koroną z tych zwycięskich starć, przypomnieć sobie te wygrane nad Pogonią, gdzie potrafiliśmy wygrywać po dubletach Markovicia i Aankuora (gdzie każdy gol był piękniejszy) lub gdy… przyjęliśmy więcej wody niż Stadion Narodowy. Tego Gryfa DA SIĘ OGRAĆ! Korono! Masz nasze niezawodne i niezachwiane wsparcie! Dawidzie i Wiktorze – pokażcie „Grosikowi”, że macie ULTRATURBO! Tamarze – zatrzymaj Greenwooda i nie daj Marianowi dojść do głosu! Antoninie – natchnij się kunsztem Kolourisa, który potrafił strzelić bramkę z niczego, a wiemy, że to potrafisz! Piłkarze – zatopcie Pogoń! Zagłuszymy stadion i wlejemy naszą wiarę w Was!
Korona Kielce – Pogoń Szczecin, start meczu o 14:45, transmisja meczu w Canal+Sport3!
Koroneczko, wygraj dla siebie i dla nas mecz! Masz nasze 1973%... wszystkiego!
autor: Marcin Kowalczyk
Powiązane artykuły

Mecz o wszystko: Korona - Widzew
Korona Kielce staje przed najważniejszym sprawdzianem w tym sezonie, mając utrzymanie w Ekstraklasie całkowicie we własnych rękach. To czas, by zapomnieć o niedawnych porażkach i przy wsparciu pełnych trybun Exbud Areny stoczyć zwycięski bój z łódzkim rywalem.

Złoto, krew i wiara. Korona jedzie do Częstochowy walczyć o życie!
Raków Częstochowa i Korona Kielce zmierzą się w 31. kolejce Ekstraklasy, próbując przełamać trwający od tygodni marazm i niepewność. Dla Żółto-Czerwonych, mocno uwikłanych w walkę o utrzymanie, to spotkanie o być albo nie być, w którym muszą przypomnieć sobie o swoim największym atucie – niezachwianej wierze w zwycięstwo.

Korono, żyj! Czas przerwać ten sen
Porażka w Szczecinie zostawiła w nas wściekłość. Przyjeżdża Arka, by nas upokorzyć, ale to my mamy rządzić w Kielcach. Dość strachu i marazmu – jutro na Exbud Arenie walczymy o wszystko. Na 1973%!